logo1b
STRONA GŁÓWNA JAK POZNALIŚMY BOGA ROZWAŻANIA PYTANIA RECENZJE LINKI
CODZIENNOŚĆ
Od czasu, jak powierzyliśmy życie Panu Jezusowi, widzimy Boże działanie w każdej dziedzinie życia.
Sprawdza się wszystko, co jest o Bogu napisane w Biblii.
Bóg zmienił nasz sposób postrzegania świata, nauczył ufać Mu w każdej dziedzinie życia.
Chcieliśmy się podzielić z wami naszymi przeżyciami abyście i wy wiedzieli,
że dla Boga wszystkie nasze sprawy są ważne - bo nas kocha.
Podajemy też informację o głoszeniu ewangelii i prosimy o wsparcie modlitwą.
liniakorale1
I.   Wydarzenia bieżące.    --->
II.  Testy - opinie - porady.    --->

1. Bóg dał nam mieszkanie za darmo.     --->
2. Praca, czyli jak Bóg przeniósł mnie na lepsze stanowisko pracy.     --->
3. Uzdrowienie z choroby wątroby.     --->
4. Uzdrowienie z narośli na kości.     --->
5. Jak się nauczyłem odpłacać dobrem na zło.     --->
6. Bóg zmienił dla mnie trasę tramwaju.     --->
7. Bóg mnie przekonał do zgody.     --->
8. Bóg uzdrowił mnie z choroby układu pokarmowego.   --->
I. Wydarzenia bieżące.

Grudzień  2015 - podsumowanie ewangelizacji (w formie pisemnej) za rok 2015.
23384 - przekazanych ulotek lub broszur z treściami Bożymi
50    - darowanych Nowych Testamentów lub całych Biblii.

Grudzień  2014 - podsumowanie ewangelizacji (w formie pisemnej) za rok 2014.
26850 - przekazanych ulotek lub broszur z treściami Bożymi
10    - darowanych Nowych Testamentów lub całych Biblii.

Grudzień 2013 - podsumowanie ewangelizacji (w formie pisemnej) za rok 2013
19417 - dostarczonych ulotek lub broszur z treściami Bożymi.

8. Bóg uzdrowił mnie z choroby układu pokarmowego. 
Październik 2013.
Przez dwa tygodnie, codziennie, miałem dziwne bóle z lewej strony brzucha,
pod żebrami.  Coś w rodzaju pulsowania i rozpychania. Były dokuczliwe, ale nie
tak silne, żebym brał  tabletki przeciwbólowe. Najczęściej pojawiały się po
jedzeniu, ale praktycznie miałem je przez cały dzień z różnym nasileniem,
nawet jak nic nie jadłem. Możliwe, że to był problem z trzustką, choć objawy
były inne niż opisane na portalach medycznych w internecie. Próbowałem różnych
diet, tabletek ziołowych, postów - nic nie pomagało. Oczywiście modliliśmy się
codziennie z rodziną o uzdrowienie. Prosiłem Boga o mądrość, dlaczego tak się
dzieje, ale nie otrzymywałem odpowiedzi. Rozważałem pójście do lekarza na
USG bo myślałem, że może to jakiś nowotwór i że trzeba będzie już odejść
do Jezusa.
Po około dwóch tygodniach, po krótkim poście w intencji uzdrowienia, nagle
bóle ustały. Kompletnie nic mnie nie bolało. Zjadłem lekkie śniadanie - nie ma
bóli. Potem jadłem już normalnie. Bóle się nie pojawiły. Co za ulga!
Zostałem uzdrowiony w imieniu Jezusa. Pokłoniłem się Bogu i podziękowałem,
że wysłuchał naszych modlitw.

Grudzień 2012 - Podsumowanie ewangelizacji (w formie pisemnej) za rok 2012
15928 - przekazanych ulotek lub broszur z treściami Bożymi.

Listopad 2012 - popsuty fotel czyli jak Bóg ogranicza koszty.
Pękła mi podstawa fotela obrotowego, choć jest to część bardzo odporna
na uszkodzenia. Nowy fotel kosztuje co najmniej 100 zł. Dla mnie to spora kasa.
Pomyślałem, że poszukam tej podstawy z odzysku. Ludzie czasami wystawiają przed
blokami jakieś popsute fotele, choć bardzo rzadko i trudno trafić akurat na
sprawną część dolną. Szukałem kilka dni, ale nie znalazłem. Fotel był mi
naprawdę potrzebny i już myślałem o kupnie nowego, choć bardzo niechętnie.
Po około 5 dniach od awarii wyszedłem na spacer i patrzę - przy ogrodzeniu
stoi fotel. Sprawdziłem, że podstawa z kółkami jest zupełnie sprawna.
No i naprawiłem swój fotel za darmo!
Nawet się nie modliłem w tej sprawie, a Bóg odpowiedział na mój problem
w najlepszy sposób. Takie interwencje Boże bardzo cieszą i pokazują, że mój
Pan cały czas się troszczy o swoje dzieci, i że każda sprawa jest pod
Jego kontrolą.

Grudzień 2011 - Podsumowanie ewangelizacji (w formie pisemnej) za rok 2011 
5589 - przekazanych ulotek lub broszur z treściami Bożymi
11   - darowanych Nowych Testamentów lub całych Biblii.
Modlimy się aby Bóg dał wzrost zasianego Słowa we właściwym czasie.


Kwiecień 2011 - Bóg pomaga nawet w drobnych, ale denerwujących sprawach.
Kupiłem kosz do roweru ale potem zauważyłem, że brakuje elementów mocujących.
Nie chciało mi się wracać do marketu bo to spory stres - może by uwzględnil
i reklamację, a może nie. Pomyślałem - szkoda zdrowia zwłaszcza, że znalazłem
mocowania od starego roweru i zamontowałem. Jednak ta sprawa trochę mnie wkurzała
i wracała. Nawet się widziałem potrzeby modlitwy. Kilka dni później poszedłem
kupić drugi kosz. Tym razem sprawdziłem, czy są mocowania - były. W domu zacząłem
montować i stwierdziłem, że producent załączył dwa komplety mocowań - jasne
i ciemne, żeby sobie klient wybrał.
I dosłownie padłem na kolana wzruszony bo wiedziałem, że Jezus dał mi te
brakujące elementy, żebym nie miał stresu. Takie sytuacje już się zdarzały
dlatego wiem na pewno, że to interwencja kochanego Stwórcy Wszechświata.

Sierpień 2010 - sowita rekompensata za niesłuszne obcięcie premii.
Mieliśmy w pracy dostać premię. Już były wyznaczone kwoty i każdy się cieszył.
Nagle szef  ogłosił, że będzie obcinał premię i wymyślił różne swoje kryteria.
W ten sposób 90% ludzi straciło nawet 1/3 kwoty. Wielka wrzawa się podniosła,
ludzie złorzeczyli szefowi, gadali strasznie. Uczciwie trzeba przyznać, że szef
postąpił za ostro. Faktem jest, że część ludzi została ukarana słusznie, ale
inni nie. Ja uważałem, że zostałem ukarany niesłusznie i nawet na początku się
wkurzyłem, ale powiedziałem publicznie, że powierzam to Bogu. Niech On rozsądzi
między mną a szefem. I byłem spokojny. Oczywiście modliłem się o tą sprawę.
No i Bóg rozsądził. Za jakieś dwa tygodnie szef dał mi premię i to 3 razy większą
niż to co mi wcześniej zabrał. Nawet koledzy sami zauważyli, że to na pewno
ingerencja Boża. Dla mnie to było jasne, że Bóg się ujął za swoim dzieckiem.
Jeden z kolegów zapytał "dlaczego tobie Bóg zwrócił a mnie nie?". Zapytałem,
czy się modlił w tej sprawie - milczenie było wymowne.
Wniosek: jak nie złorzeczysz krzywdzicielowi a powierzysz Bogu sprawę,
to On najlepiej się tym zajmie. Nawet powyżej twoich oczekiwań.

Marzec 2010 - Bóg pokazał mi błąd w danych.
Używam specjalistycznego oprogramowania do wizualizacji graficznej.
Przygotowałem dane podstawowe i chciałem zaimportować do programu.
Program jednak uparcie sygnalizował błąd w jednym miejscu. Sprawdziłem kilka razy,
że żadnego błędu tam nie ma! Nawet od nowa w tym miejscu przepisałem dane.
Nie pomogło.
Już miałem zrobić od nowa całe zestawienie ( a to dużo pracy ) obejrzałem wszystkie
dane i stwierdziłem, że zrobiłem poważny błąd w zupełnie innym miejscu.
Program tu błędu by mi nie pokazał, bo nie ma takich mechanizmów . Potraktowałby
to jako normalne dane.
Już wiedziałem, że to korekta Boga. Poprawiłem i program już nie sygnalizował żadnego
błędu.
Chciałem mieć pewność, że to faktycznie Bóg mi pomógł ( też na świadectwo dla
niedowiarków) więc już po poprawieniu danych i wiedząc co było nie tak, specjalnie
zrobiłem błąd. I program zadziałał poprawnie!
Co świadczy o tym, że to Boża interwencja:
- program sygnalizował błąd tam gdzie nie powinien
- zmusiło mnie to rutynowego sprawdzenia wszystkich danych, bo chciałem robić od
  nowa zestawienie i znalazłem błąd w zupełnie innym miejscu
- w tym innym miejscu program by mi nie pokazał błędu, bo nie ma takiej opcji
- specjalnie zrobiłem ten sam błąd, żeby sprawdzić, czy program zareaguje - nie
  zareagował.
Dodam, że bardzo dobrze znam ten program i wiem, gdzie powinien zareagować.
To na pewno nadnaturalna ingerencja Boga w działanie programu!
Wniosek: Bóg spowodował irracjonalną reakcję programu, żeby mi pokazać błąd w innym
miejscu i ustrzec od poważnych konsekwencji.

Luty 2010 - Boża korekta
Miałem w pracy bardzo pracochłonne zlecenie. Modliłem się o pomoc, bo robiłem
już bokami. Miałem spory stres, żeby czegoś nie zapomnieć. Chciałem też aby
zleceniodawca był zadowolony ( a nie tylko "z urzędu").
Opracowałem kolejne zagadnienie zlecenia i ucieszyłem się, bo uważałem że jest
dobrze wykonane i uważałem, że ostatecznie.  Położyłem się spać. Jednak nad ranem
otrzymałem myśl, która była precyzyjną korektą. Już wiedziałem, że zagadnienie
było niedopracowane. Po wprowadzeniu tej korekty dopiero będzie dobrze.
Ktoś powie, że myślałeś nad tym i po prostu przyszło ci do głowy. Tak też się
zdarza, ale to rozwiązanie było całkowicie nie związane z moim tokiem myślenia.
Sam bym nigdy na to nie wpadł!  Po prostu było genialne. No i od razu dostałem
gotowca, jak to zrobić. Dlatego wiem, że to musiało być z "góry".
WNIOSEK: w odpowiedzi na modlitwy i uczciwą pracę Bóg skorygował moją pracę.

Lipiec 2009 - broszura "Problem?". 
Od czasu naszego nawrócenia staramy się ludziom wskazywać na Jezusa, że z Nim
można żyć inaczej, nie bojąc się co przyniesie przyszłość. Dlatego rozdajemy dużo
wszelkiego rodzaju broszur z treściami Bożymi. Korzystamy często z gotowych
publikacji, głównie zawierających cytaty z Biblii. Postanowiliśmy też stworzyć
sami broszurę, która zawierałaby w skrócie sens życia z Bogiem w praktyce.
I tak powstała skromna broszurka "Problem?". Jeżeli chcesz ją przeczytać (dok. pdf)
kliknij na strzałkę --->
Możesz ją rozpowszechniać na chwałę Bożą.
Wniosek - jeżeli nasz dobre zamierzenia to je realizuj, a Bóg ci w tym pomoże.

Grudzień 2008 - niepokój od Boga. 
Jechaliśmy pociągiem piętrowym. Nowy wagon, bajery - prawie jak w samolocie.
Położyliśmy bagaże na siedzeniach, lecz było za słabe światło więc przesiedliśmy
się gdzie indziej. Siedzenia ładne ale wąskie, było trochę ciasno - po prostu
było mi jakoś tak niewygodnie, coś mi przeszkadzało. Gdy postanowiłem się sam
przesiąść obok to stwierdziłem, że nie mam torby. Oblał mnie zimny pot - miałem
tam część dokumentów, klucze i pieniądze! Poszedłem szybko w poprzednie
miejsce - uff! Torba jeszcze była. Podziękowałem Bogu za ten niepokój, co mi
zesłał, bo gdybym znowu nie zmieniał miejsca, to bym brak torby odkrył dużo później.
Bóg zaniepokoił mnie we właściwym czasie.
Piszę o tym, bo to dla mnie, któryś już z kolei, akt Bożej opieki.
Za każdym razem odczuwam wdzięczność, że kochany Pan czuwa nad swoimi dziećmi.
WNIOSKI:
1. Pan czuwa i niepokoi, jak coś jest nie tak.
2. Należy dokumenty i ważniejsze rzeczy zawsze mieć przy sobie.

Wrzesień 2008 - problem ze zleceniem. 
Dostałem zlecenie do wykonania, dosyć trudne i pracochłonne. Przeleżało kilka
miesięcy, bo ciągle dostawałem coś pilniejszego. Wreszcie mogłem się za nie zabrać
lecz okazało się trudniejsze niż myślałem - wymagało pacy na co najmniej 3 miesiące.
Denerwowałem się z tego powodu, choć to nie była moja wina ale jakby co, to ja
świeciłem oczami przed zleceniodawcą.
Spędzało mi to sen z powiek ( dosłownie )  i żyłem w sporym stresie, więc zacząłem
się modlić o pomoc do Boga. I Bóg wysłuchał.
Pewnego dnia przyszedłem do pracy i dowiedziałem się, że ktoś ważny zadzwonił
w sprawie przyspieszenia zlecenia. Powiedziałem, że ja nie mogę przyspieszyć - to
niemożliwe. Przełożeni wpadli trochę w panikę. Dano mi więc do pomocy drugą osobę
i w ten sposób stres odpadł.
Przyznaję, że takiego rozwiązania wcześniej nie brałem pod uwagę.
Spałem już spokojnie. Wyrobiliśmy się w kilka tygodni.
WNIOSEK - każdą troskę możemy składać na Boga - zawsze pomoże.

Lipiec 2008 - Bóg mnie zatrzymał. 
Zwykle wychodziłem z pracy jak wszyscy i  chciałem jechać rowerem do domu
( a potem szybko na nabożeństwo ). Jednak nie tym razem. Zamknąłem szafę, ale
kolega jeszcze oddał mi dokument. Musiałem szafę otworzyć na co straciłam
kilka minut. Gdy już doszedłem do roweru to stwierdziłem, że gdzieś mi
wypadła koszulka ( cenna, bo sam na niej zrobiłem napis ).
Poszedłem więc szukać - znalazłem na korytarzu. Straciłem znowu kilka minut.
Potem jeszcze nie mogłem otworzyć linki zabezpieczającej - już się wkurzyłem
i to mocno. W sumie straciłem cennych 10 minut. Nie wiedziałem co się dzieje.
I wtedy przyszła mi myśl do głowy, że to Bóg specjalnie mnie opóźnił z jakichś
powodów - nie wiem dlaczego. Ale momentalnie się uspokoiłem, bo wiedziałem,
że wszystko jest pod Bożą kontrolą. Skoro tak się zdarzyło, to nie bez przyczyny.
Być może Bóg mnie uchronił przed wypadkiem drogowym ( tego dnia był wyjątkowo
duży ruch na drodze ). Podziękowałem więc Bogu za to opóźnienie.
WNIOSEK - jak ci się coś zdarzy nietypowego, to zamiast się wściekać pomyśl,
że to może być Boży plan.

Marzec 2008 - przynać się, czy nie przyznać? 
Zdarzyło mi się nieświadomie schować rzecz nie należącą do mnie.
Dowiedziałem się o tym dopiero jak mnie spytano po tygodniu od tego faktu.
Początkowo zaprzeczyłem zgodnie z prawdą, że tą rzecz posiadam. Ale postanowiłem
sprawdzić dokładnie i... niestety znalazłem ja u siebie.
Nie wiedziałem, co robić. Miałem dylemat. Jako chrześcijanin powinienem poinformować,
że rzecz znajduje się u mnie ale wtedy musiałbym pokryć ewentualne straty finansowe.
No i mógłbym wyjść na kłamcę, bo przecież wcześniej powiedziałem, że rzeczy nie mam.
Miałem taką myśl: "A może nie powiedzieć - przecież i tak nikt nie wie, że ja to mam.
No i nie będę musiał za nic płacić. Przecież sobie tego przedmiotu nie zostawię -
wyrzucę go i nie będzie żadnych głupich komentarzy."
Pomimo, że jestem już dość długo chrześcijaninem i wiedziałem, że raczej powinienem
oddać rzecz, to takie myśli mnie nachodziły i to dosyć natarczywie.
Zadałem sobie pytanie - jak postąpiłby Pan Jezus w takiej sytuacji?
I już miałem pewność, że mam oddać rzecz.
Powierzyłem więc w modlitwie tą sprawę Bogu. Powiedziałem: " Panie Jezu, chcę Ci
być posłuszny, oddam przedmiot nawet jeśli poniosę konsekwencje finansowe i narażę
się na złośliwe komentarze. Tą sytuację składam na Ciebie, Boże."
Na drugi dzień poszedłem i oddałem rzecz mówiąc, że wziąłem ją przypadkowo.
Reakcja ludzi mnie zdumiała. Przyjęli bez żadnych komentarzy i nie musiałem
nic płacić, bo jeszcze żadnych strat to nie spowodowało.
Byłem bardzo wdzięczny Bogu, że przeprowadził mnie tak łagodnie przez tą sytuację.
WNIOSEK: zawsze staraj się być w porządku wobec Boga, a Bóg zajmie się resztą.

Grudzień 2007 - dziesięcina z brutto a podwyżka. 
Po wielu przemyśleniach, dla okazania wdzięczności Bogu za wiele błogosławieństw,
w listopadzie postanowiliśmy dawać dziesięcinę z dochodów brutto( wcześniej
dawaliśmy z netto ).
Niedługo po tej decyzji dostałem w pracy znaczącą podwyżkę ( zupełnie niezależną
ode mnie ). Naszym zdaniem Bóg przekonał nas ostatecznie, że decyzja była słuszna
i pokazał, że On ma kontrolę nad wszelkimi finansami.

Lipiec 2007 - sparzyłem się a nie było śladu. 
14 lipca robiłem sok z wiśni w sokowniku. Jak spuszczałem gorący syrop do słoika
to niechcący podstawiłem palce. Poczułem ból sparzenia i pobiegem opłukać
dłoń zimną wodą. Spłukałem tylko sok gdyż nie miałem czasu trzymać pod woda dłużej
( to pomaga ) bo właśnie przyszli goście. I tak wiedziałem, że będę miał bąble
po oparzeniu. Byłem zajęty, więc o tym nie myślałem.
Gdy po kilkunastu minutach żona zapytała, jak tam ręka to ze zdziwieniem
stwierdziłem, że nic mnie nie boli ani nie ma żadnego śladu. To był cud!
Okazało się, że o moje uzdrowienie modliła się żona, o czym wcześniej nie wiedziałem.
Dziękuję Bogu, że wysłuchał jej modlitwy.

Czerwiec 2007 - Bóg pokazał mi błąd. 
Od dłuższego czasu modlę się aby Bóg pokazywał mi, jak coś zrobię nie tak w pracy.
I Bóg mi pokazuje na bieżąco.
Ostatnio wykonałem na komputerze dokument z dużą ilością ważnych danych.
W pewnym monencie niechcący skasowałem liczbę i nie miałem możliwości cofnięcia
tej operacji. Musiałem więc wpisać liczbę ręcznie. Gdy odszukałem te dane na wydruku
to stwierdziłem, że źle je wpisałem do komputera i aż mnie zimny pot oblał.
To był błąd mogący mieć bardzo przykre dla mnie konsenwencje.
Poprawiłem te dane.
Na pewno nie było to przypadek, bo to był ostatni moment przed wysłaniem dokumentu,
a takie skasowanie danych mi się jeszcze nie zdarzyło. Bóg wysłuchał modlitwy.

1. Bóg dał nam mieszkanie M-5 za darmo.
Było to kilka miesięcy po naszym nawróceniu. Mieszkaliśmy z żoną i córką w M-2
( ciasno, grzyb na ścianie ). Zaczęliśmy myśleć o większym mieszkaniu, ale finanse
na to nie pozwalały. W spółdzielni powiedzieli, że trzeba czekać bo kolejka długa.
Praktycznie bez szans.
W Biblii Bóg napisał że wszystkie troski możemy składać na Niego i tak zrobiliśmy.
Zaczęliśmy się modlić o większe mieszkanie - marzyliśmy o M-3. Bóg widział naszą
sytuację i po prostu Mu ufaliśmy.
Modliliśmy się około 1 roku i Bóg wysłuchał. W roku 1990 pewna osoba z rodziny
musiała się przenieść do innego miasta, a okoliczności tak się ułożyły, że
postanowiła darować mieszkanie komuś z najbliższych. Wchodziły w grę dwie rodziny:
moja i brata. Na decyzję, po ludzku, nie mieliśmy żadnego wpływu.
Bóg tak pokierował, że mieszkanie dostaliśmy my. Było to ładne i duże M-5 z balkonem.
To był cud!. Bóg wysłuchał naszych modlitw i dał nam nawet większe mieszkanie
niż prosiliśmy. Co najważniejsze, dostaliśmy je praktycznie za darmo ( po opłaceniu
niewielkiego podatku ).
To jeszcze bardziej wzmocniło naszą wiarę w Pana Jezusa i wiemy, że dla Niego
nie ma rzeczy niemożliwych.
dom1
2. Praca - było mi ciężko i Bóg przeniósł mnie na inne stanowisko.
Miałem dobrą pracę, którą lubiłem. W roku 1999 nagle dostałem od przełożonego
polecenie - pojechać na dodatkowe badania psychologiczne, bo miały dojść
nowe obowiązki. Była to propozycja nie do odrzucenia. Nie pasowało mi, ale nie miałem
wyjścia. Pomyślałem, że nawet może mi się przyda jakaś dodatkowa wiedza.
Pojechałem więc, aczkolwiek bardzo niechętnie, na te badania.
Nie da się ukryć, że były dosyć męczące i stresujące ( podobno o to chodziło),
ale je zaliczyłem.
Potem się nic nie działo aż do roku 2002. Wtedy zlikwidowano nagle wydział
i przeniesiono mnie do innego. Oczywiście modliłem się do Boga, abym dał sobie radę
w nowym miejscu. Z pomocą Bożą, radę sobie dawałem. Jednak po około roku było mi ciężko.
Miałem bardzo dużo obowiązków, nie rozwijałem się a ciągłe zmiany przepisów
powodowały, że trzeba było bardzo uważać, aby nie zrobić błędu.
Jako chrześcijanin starałem się dobrze wykonywać zadania, lecz było to coraz
trudniejsze. Modliłem się do Pana Jezusa, aby jakoś mi pomógł w tej sytuacji,
nawet sam nie wiedziałem jak. Zaufałem Bogu i On  wysłuchał moich modlitw.

W roku 2004 kolega z pokrewnego wydziału zaproponował mi przejście na inne stanowisko.
Specyfika pracy była zupełnie inna, trzeba było przejść dodatkowe testy i kurs.
Wtedy się okazało, że potrzebne były te badania psychologiczne, które uważałem
za niepotrzebne. Zawsze jak czekała mnie życiowa decyzja, sprawdzałem, czy nie koliduje
z Biblią i tym, że jestem chrześcijaninem. Nowa praca pozwalała mi nadal służyć Bogu,
a ponadto skojarzyłem, że to Bóg odpowiada na moją modlitwę widząc, jak mi ciężko.
Przyjąłem więc propozycję kolegi, przeszedłem wszystkie etapy szkolenia.
Dostałem certyfikat, ale były problemy, bo mój dotychczasowy przełożony nie chciał
mnie puścić. Początkowo się zdenerwowałem ale dostałem taki pokój, że jak Bóg
coś zapanował, to nikt nie jest w stanie Mu przeszkodzić.
Miałem świadomość, że nowa praca jest dla mnie przygotowana przez Boga więc już
spokojny, czekałem cierpliwie na Boże działanie.
Trwało to w sumie dwa miesiące i przeszedłem do nowego wydziału.
Mam teraz lżejszą,ciekawszą pracę, w której mogę się rozwijać. Chwała Bogu.
WNIOSKI:
 - Bóg już kilka lat wcześniej wiedział, że będę miał ciężko w pracy
   i przygotował dla mnie miejsce.
-  jak Bóg coś postanowi, to nikt nie jest w stanie Mu przeszkodzić.

3. Uzdrowienie z choroby wątroby.
Zaczęło się od tego, że cokolwiek zjadłem to puchła mi wątroba. Wtedy nie mogłem
nic jeść nawet 2-3 dni. Takie sytuacje powtarzały się najpierw co kilka tygodni,
a potem nawet co kilka dni. Byłem raz u lekarza, ale nie wiedział co mi jest.
Sugerował, że powodem jest niestrawność lub stres w pracy. Nie miałem czasu nad tym
się za bardzo się zastanawiać, bo dosyć ciężko pracowałem zawodowo.
Schudłem prawie 9 kg.
Zacząłem się więc modlić do Boga o uzdrowienie. Czasami też prosiłem Pana Jezusa
o podanie przyczyny, dlaczego tak się dzieje. Nie trwałem w jakimś grzechu,
a wręcz odwrotnie - głosiłem dosyć aktywnie ludziom Ewangelię.
Po około 3 miesiącach, podczas modlitwy, usłyszałem w głowie, czy w  myślach
delikatny ale wyraźny głos mówiący: " Odstaw tabletki! ". Początkowo pomyślałem,
że mi się zdawało, ale zacząłem się zastanawiać - jakie tabletki? Przecież nic nie
zażywam, żadnych leków. Tylko witaminy. A przecież witaminy nie mogą zaszkodzić
- brałem dopuszczalną dawkę raz dziennie lub co kilka dni. Zignorowałem więc ten głos.
Ale po około tygodniu przy następnym ataku wątroby ( miałem tez duże pragnienie,
wysychały mi bardzo usta), gdy się modliłem, taki cierpiący, o uzdrowienie i podanie
przyczyny choroby, usłyszałem ten sam głos: " Odstaw tabletki! ". Znowu zacząłem
dokładnie analizować krok po kroku, co za tabletki.
I wtedy mnie olśniło - przecież te tabletki witaminowe o nazwie FALVIT zawierają
też mikroelementy - ciężkie metale: mangan i żelazo. Przypomniało mi się ze szkoły,
że objawy jakie miałem  mogą wskazywać na zatrucie metalami ciężkimi. Przestałem więc
brać te tabletki i już po trzech dniach mogłem jeść normalnie wszystko - wątroba
nie puchła. Zacząłem przybierać na wadze. Byłem zdrowy!
Przyczyną choroby były faktycznie tabletki, a konkretnie jakiś mikroelement,
na który moja wątroba reagowała jak na toksynę.
Bóg, na moja prośbę, objawił przyczynę choroby i tym samym uzdrowił.
Jestem Mu za to bardzo wdzięczny.

4. Uzdrowienie z narośli na kości.
Rok 1994. Na lewym ręku, przy nadgarstku, zaczęło mi coś rosnąć.
Początkowo się nie przejmowałem, ale stawało się coraz większe. Stwierdziłem, że to
jakiś guz na kości, pod skórą, dosyć ostry. Guz rósł już ze 2 miesiące.
Zacząłem się więc modlić o uzdrowienie do Pana Boga. Jednak guz powoli, ale nadal rósł.
Codziennie dotykałem go i modliłem się. Do lekarza nie szedłem bo mnie nie bolał i byłem
zajęty pracą.
W sumie modliłem się około 3 miesięcy i Bóg zareagował. Modliłem się, jak zwykle przed
snem m.in. o uzdrowienie z tego guza. Rano wstałem i też zacząłem się modlić.
Dotknąłem miejsca gdzie miał być guz i ciarki mnie przeszły z radości. Guz zniknął
w ciągu jednej nocy! Było tylko ledwo wyczuwalne zgrubienie, a po kilku dniach
i to zniknęło.
Zostałem całkowicie uzdrowiony. Oczywiście pięknie podziękowałem mojemu Stwórcy.

5. Jak się nauczyłem odpłacać dobrem na zło.
To się zdarzyło w pracy. Zmieniły się przepisy, a kobieta odpowiedzialna za informację
nie powiadomiła mnie o tym. Miałem przez to problem - poszedłem się zapytać dlaczego
nie dostałem infpormacji. Było przy tym obecnych jeszcze kilka osób.
Ona się upierała, że powiadomiła i zaczęła na mnie krzyczeć. Twierdziła, że widocznie
nie widziałem informacji. To ja też się zdenerwowałem i zacząłem na nią krzyczeć,
że nie ma racji. Potem się okazało, że racja była po mojej stronie.
Wyszedłem wściekły i zdenerwowany. Ale zaraz po wyjściu w głowie pojawił mi się
wyraźny werset z Biblii - taj jakby się przesuwał w tą i z powrotem ( Rzym.12,18 ):
 "Jeśli można, o ile to od was zależy, ze wszystkimi ludźmi pokój miejcie."
Zacząłem więc dyskutować z Bogiem, że przecież ja miałem rację, a to ona się źle
zachowała. Jednak nadal ten werset był w mojej głowie.
Zacząłem więc myśleć- o co chodzi?
Wtedy do mnie dotarło, że ja też zachowałem się niewłaściwie, bo nie powinienem
podnosić na tą kobietę głosu, choć miałem rację. Racja mnie nie usprawiedliwiała.
Jako chrześcijanin mam nie odpłacać złem na zło - a to właśnie zrobiłem.
Pomyślałem - no dobra, mam mieć pokój ze wszystkimi o ile to ode mnie zależy - tak
mówi Bóg. Co więc ode mnie zależało - jak mogłem naprawić tą sytuację?
Przechodziłem akurat koło kwiaciarni i pomyślałem, że kupię kwiaty i przeproszę
ją za to, że się uniosłem. To faktycznie była moja wina. zaraz jednak pojawiły
się myśli - " daj spokój, poniżysz się, przecież nasz rację - wyjdziesz na słabego".
Jednak chciałem być Bogu posłuszny i skoro było napisane, aby mieć pokój, to kupiłem
te kwiaty i poszedłem przeprosić. Kobieta była w swoim biurze i jeszcze były
obecne inne osoby. Aż mnie skręcało z upokorzenia, ale przeprosiłem tą kobietę
za mój krzyk i dałem kwiaty.
Myślałem, że też mnie przeprosi, ale ona nie przeprosiła i jeszcze nadal twierdziła,
że ma rację. Nie kłóciłem się już z nią, tylko wyszedłem.
Czułem się upokorzony, ale po chwili to przeszło - cieszyłem się, że choć po ludzku
się poniżyłem, to przed Bogiem byłem w porządku.
Bóg wynagrodził mi to posłuszeństwo, bo po około 3 latach od tego wydarzenia,
ta kobieta bardzo mi pomogła, gdy miałem się przeprowadzać do innej miejscowości.
Podejrzewam, że jakbym jej wtedy nie przeprosił, to wcale nie byłaby chętna do pomocy.
Wniosek - warto być posłusznym Bogu i być świadectwem dla innych.

6. Bóg zmienił dla mnie trasę tramwaju.
Zabrakło Biblii w Kościele więc pojechałem pociągiem do Warszawy aby je kupić.
Kupiłem w sumie 15 Biblii, z czego 10 większych. Torba była więc dosyć ciężka
i byłem mocno zmęczony. Ręce mi opadały.
Chciałem już jechać na Dworzec Gdański i wsiadłem do tramwaju ale... pomyliłem się.
Chyba z tego zmęczenia.
Wsiadłem do tego, który nie dojeżdża do dworca ale skręca jakieś 500m przed nim.
Jak sobie pomyślałem, że będę jeszcze musiał nieść taki ciężar kawałek drogi,
to prawie chciało mi się płakać i byłem zły, że przeceniłem swoje siły.
Coś tam wspomniałem do Boga w rodzaju " ech, będę miał zasługę w niebie ".
Tramwaj miał już skręcać lecz ze zdziwieniem zobaczyłem, że jedzie prosto na dworzec.
Spojrzałem jeszcze raz na numer tramwaju - powinien skręcić, ale jechał prosto.
Ludzie coś zaczęli krzyczeć do motorniczego, a on machał ręką i coś tam tłumaczył
( nie słyszałem co bo stałem na końcu tramwaju).
W rezultacie tramwaj zatrzymał się przy dworcu, a ja podziękowałem Bogu za ten cud.
Jestem pewny, że Bóg uczynił to dla mnie, aby mi pomóc, bo inaczej tego
nie można wytłumaczyć.
Bóg nawet takie rzeczy czyni dla chrześcijan - na przykład dla mojego kolegi
zatrzymał pociąg, gdy musiał przywieźć ważny film na ewangelizację.

7. Bóg mnie przekonał do zgody.
7 października 2008r. Przyszedłem do pracy na III zmianę. Oddanie kluczy od
pomieszczeń wypadała na koleżankę ( jest to bardzo nie lubiana czynność ).
Inne koleżanki wsiadły na mnie, że ja powinienem oddać klucze i przedstawiły
swoje argumenty, które mnie nie przekonały, a i tak wychodziłem nieco wcześniej
więc nie mogłem oddać kluczy. Powinienem z nimi to spokojnie wyjaśnić, żeby
uniknąć nieporozumień w przyszłości, ale akurat nie miałem czasu.
Obraziły się na mnie. W sumie one miały swoje racje, a ja swoje.
Jako chrześcijanin chciałem zgody, ale nie wiedziałem jak to zrobić - moje
argumenty wydawały mi się słuszne i sprawiedliwe. W modlitwie prosiłem Pana Jezusa
o rozwiązanie problemu.
Dwa dni później, na nabożeństwie czwartkowym podczas rozważania Biblii i mówieniu
świadectw nagle odczułem wewnętrzny pokój. To było bardzo miłe, kojące.
Zaskoczyło mnie to, dlatego opiszę dokładniej. Odczułem spokój wewnątrz ciała,
w okolicy piersiowej - jakby wszystko się rozluźniło. I wtedy dostałem myśl
o treści "przeproś je i daj prezent". Myślałem akurat o czymś całkowicie innym,
a to delikatne polecenie jakby przebiło się przez moje myśli.
To nie był głos ale właśnie myśl. Tak jakby ktoś przełączył nagle kanały w radiu
na chwilę.
Zaskoczyło mnie bardzo, ale wiedziałem, że chodzi o koleżanki z pracy, żeby się
pogodzić. I  miałem też przekonanie, żeby to zrobić następnego dnia.
To na pewno było od Boga, bo dążyło do zgody.
Jeszcze zdążyłem kupić "Rafaello" i postanowiłem, że wykonam polecenie Boga.
Szatan chciał mnie odwieść od zgody, pojawiły się wątpliwości: wyjdę na jakiegoś
wymoczka, ucierpi męska ambicja, chłopaki się będą śmiać itp.
Zacząłem dyskutować z Bogiem, że przecież ja mam rację więc za co mam przepraszać.
Chciałem jednak zgody i wiedziałem, że to Bóg ma rację. Mam być świadectwem dla
innych, a nie zgorszeniem.
W sumie powinienem przeprosić za sam fakt, że koleżanki się na mnie obraziły - no
i nie zachowałem właściwej formy. A bardziej mam szukać korzyści bliźniego niż
swojej ( 1Kor.10,24 ), nawet jak bym musiał cały czas oddawać te klucze to
drobiazg, bo ważna jest zgoda.
Już całkowicie przekonany, następnego dnia powiedziałem koleżankom, że na
nabożeństwie Bóg mnie przekonał, wiec przepraszam za swoje zachowanie - i dałem
cukierki.
Jedna z koleżanek ( której wcześniej dałem Nowy Testament ) powiedziała, że go
czyta i tam właśnie pisało o dążeniu do pokoju. Powiedziała, że jest pokój między
nami.
Miałem pewnego kaca moralnego, że w ogóle doszło do takiej sytuacji ( lepiej
zapobiegać, niż potem przepraszać ), ale wewnątrz mam radość, że postąpiłem
zgodnie z wolą Boga.
WNIOSEK - jak jesteś chrześcijaninem, to bez względu na wszystko, bądź posłuszny Bogu.
liniatelefon

mail2
KONTAKT